Oni grali dla nas: Derrick Hayes
PolskiKosz.pl | PLK, Historia koszykówki | Mateusz Kołodziej | 19.07.2010, 15:06 |
Portal PolskiKosz.pl przedstawia pierwszą część cyklu "oni grali dla nas", w której przedstawiać będziemy rozmowy z byłymi gwiazdami polskiej ligi. Pierwszym bohaterem naszego cyklu będzie Derrick Hayes, pod koniec XX wieku lider rewelacji polskiej ekstraklasy Cersanitu Nomi Kielce.
Mateusz Kołodziej: Jak wspominasz grę w polskiej lidze?
Derrick Hayes (w latach 1998-2000 lider Cersanitu Nomi Kielce, foto: Słowo Ludu): Uwielbiałem grać w koszykówkę w polskiej lidze. Była to dla mnie pierwsza zawodowa praca. W pierwszym sezonie wygraliśmy ligę (pierwszą - przyp. red.), a później występowaliśmy w elitarnej ekstraklasie. To było coś!
Dlaczego w 1999 roku wybrałeś właśnie Polskę?
Taką okazję miał dla mnie mój agent i zdecydowałem się z niej skorzystać
O samym kraju i poziomie polskiej ligi wiedziałeś coś wówczas?
Niewiele. Zacząłem się tym interesować dopiero, gdy było jasne, że trafię do Polski.
Co najbardziej spodobało Ci się podczas pobytu w Polsce?
Cieszyłem się naprawdę dużą gościnnością, którą okazywali mi zarówno inni gracze, jak również ludzie, którzy pomagali mi także w nauce języka.
Dużo się z niej nauczyłeś? Potrafisz powiedzieć teraz coś po polsku?
Nie, nie, nie zmuszaj mnie do tego (śmiech). „Cieeść”
Jak zareagowałeś na rozpad drużyny?
Nie wiedziałem o tym, jednak wcale się temu nie dziwiłem, ponieważ byli mi winni pieniądze, gdy już wróciłem do domu.
Nie planowałeś wówczas szukać sobie w Polsce innego klubu?
Brałem pod uwagę dalsze granie w Polsce, jednak moja tęsknota do domu była za silna.
Utrzymywałeś kontakt z którymś z kolegów z byłej drużyny?
Po powrocie do domu rozmawiałem z jednym z graczy. To Martin (Marcin - przyp. red.) Kuzian. Co u niego teraz słychać?
Marcin zakończył karierę w 2005 roku. A ty w 2000 roku zdecydowałeś się wrócić do rodzinnego Detroit. Czym się wtedy zajmowałeś?
Po powrocie przez dwa lata grałem w lidze ABA. W pierwszym sezonie zdobyliśmy mistrzostwo. Potem dołączyłem do detroickiego wydziału policji. W 2005 roku zostałem sześciokrotnie postrzelony na służbie. Z tego powodu przebywałem na emeryturze do 2007 roku. Od tego roku trenowałem w liceum międzyszkolną drużynę koszykówki. Miałem mnóstwo szczęścia. Bóg pobłogosławił mnie i moją rodzinę. Teraz slużę jako Diakon w swoim kościele, uczę się też, by być księdzem.
Nie brakowało Ci przez te wszystkie lata czynnego grania w koszykówkę?
Naprawdę uwielbiałem granie w kosza. Odejście od treningów dużo mnie kosztowało, ale niestety moje urazy powstrzymują mnie od „bawienia się” w wysoki poziom. Jednak mogę pokazywać swoim dzieciom, że wciąż nie mogą mnie w tym pokonać! (śmiech)
Mateusz Kołodziej: Jak wspominasz grę w polskiej lidze?Derrick Hayes (w latach 1998-2000 lider Cersanitu Nomi Kielce, foto: Słowo Ludu): Uwielbiałem grać w koszykówkę w polskiej lidze. Była to dla mnie pierwsza zawodowa praca. W pierwszym sezonie wygraliśmy ligę (pierwszą - przyp. red.), a później występowaliśmy w elitarnej ekstraklasie. To było coś!
Dlaczego w 1999 roku wybrałeś właśnie Polskę?
Taką okazję miał dla mnie mój agent i zdecydowałem się z niej skorzystać
O samym kraju i poziomie polskiej ligi wiedziałeś coś wówczas?
Niewiele. Zacząłem się tym interesować dopiero, gdy było jasne, że trafię do Polski.
Co najbardziej spodobało Ci się podczas pobytu w Polsce?
Cieszyłem się naprawdę dużą gościnnością, którą okazywali mi zarówno inni gracze, jak również ludzie, którzy pomagali mi także w nauce języka.
Dużo się z niej nauczyłeś? Potrafisz powiedzieć teraz coś po polsku?
Nie, nie, nie zmuszaj mnie do tego (śmiech). „Cieeść”
Jak zareagowałeś na rozpad drużyny?
Nie wiedziałem o tym, jednak wcale się temu nie dziwiłem, ponieważ byli mi winni pieniądze, gdy już wróciłem do domu.
Nie planowałeś wówczas szukać sobie w Polsce innego klubu?
Brałem pod uwagę dalsze granie w Polsce, jednak moja tęsknota do domu była za silna.
Utrzymywałeś kontakt z którymś z kolegów z byłej drużyny?
Po powrocie do domu rozmawiałem z jednym z graczy. To Martin (Marcin - przyp. red.) Kuzian. Co u niego teraz słychać?
Marcin zakończył karierę w 2005 roku. A ty w 2000 roku zdecydowałeś się wrócić do rodzinnego Detroit. Czym się wtedy zajmowałeś?
Po powrocie przez dwa lata grałem w lidze ABA. W pierwszym sezonie zdobyliśmy mistrzostwo. Potem dołączyłem do detroickiego wydziału policji. W 2005 roku zostałem sześciokrotnie postrzelony na służbie. Z tego powodu przebywałem na emeryturze do 2007 roku. Od tego roku trenowałem w liceum międzyszkolną drużynę koszykówki. Miałem mnóstwo szczęścia. Bóg pobłogosławił mnie i moją rodzinę. Teraz slużę jako Diakon w swoim kościele, uczę się też, by być księdzem.
Nie brakowało Ci przez te wszystkie lata czynnego grania w koszykówkę?
Naprawdę uwielbiałem granie w kosza. Odejście od treningów dużo mnie kosztowało, ale niestety moje urazy powstrzymują mnie od „bawienia się” w wysoki poziom. Jednak mogę pokazywać swoim dzieciom, że wciąż nie mogą mnie w tym pokonać! (śmiech)
30.08.2010, 12:36:18
20.07.2010, 13:10:40
http://www.plkhistory.ugu.pl/index.php?profil=2714&tab=1
19.07.2010, 23:38:10
Wyślij komentarz:
Tylko osoby zalogowane mogą komentować artykuł