Joanna Zander – Asseco Prokom

PolskiKosz.pl | Dziewczyny drużyny | 06.08.2010, 12:15
W drugim odcinku “Dziewczyny drużyny” przedstawiamy Joannę Zander, byłą gimnastyczkę artystyczną i jedną z najładniejszych polskich cheerleaderek, która na co dzień tańczy na meczach Asseco Prokomu Gdynia. Kibice z pewnością kojarzą Asię także z meczów reprezentacji Polski koszykarzy i siatkarzy.

Fot. Prywatne archiwum Joanny Zander

Ile miałaś lat, gdy zaczęła się Twoja przygoda z tańcem? W jaki sposób dołączyłaś do grupy cheerleaders?

Do grupy dołączyłam mając 16 lat. Jednak moja przygoda z tańcem, tak naprawdę zaczęła się dużo wcześniej. W wieku sześciu lat stawiałam swoje pierwsze kroki na sali baletowej. 10 lat później po skończeniu kariery gimnastyczki artystycznej, były trener grupy Asseco Cheerleaders zaproponował mi zostanie częścią tego zespołu. Teoretycznie miała to być tylko krótka przygoda, a fakt jest taki, że w tym roku rozpocznę swój ósmy sezon.

Co czujesz, gdy kilka tysięcy par oczu - głównie męskich - obserwuje Wasze ruchy w meczowych przerwach?

Może to się wydawać dziwne, ale ciągle po tylu latach odczuwam ekscytację i podniecenie, gdy tańczę dla tak licznej widowni. Początkowo uczucia te były pomieszane ze stresem, natomiast teraz już tylko z pozytywną adrenaliną, która dodaje mi wiary w siebie.

Taniec zapewne nie jest Twoją jedyną pasją. Co Cię zajmuje na co dzień?

Ostatnio cały mój wolny czas pochłonęło napisanie pracy dyplomowej. Teraz skutecznie rekompensuję sobie ostatnie miesiące ciężkiej pracy i staram się relaksować. Jeżdżę na rowerze, chodzę na siłownię, do kina, spotykam się ze znajomymi, a po aktywnie spędzonym dniu wyciszam się przy ciekawej lekturze. To właśnie uwielbiam robić poza tańcem.

Przez kilka lat występów na pewno zdarzyły się jakieś zabawne historie podczas tańca. Co wspominasz najmilej?

Najzabawniejsze historie wiążą się z niegroźnymi upadkami oraz wszelkimi potknięciami, które sprawiają, że często trudno jest nam zachować powagę i nie wybuchnąć śmiechem na środku parkietu. Pamiętam, jak jedna z koleżanek zgubiła buta podczas tańca, inna z kolei wybiegła do układu, kompletnie nie znając kroków więc całą choreografię podrygiwała w rytm muzyki. Często sytuacje, które nas rozbawiają do rozpuku, dla kibiców są niezauważalne.

Pamiętasz swój pierwszy występ podczas meczu?

Oczywiście, że pamiętam! Takich przeżyć się nie zapomina. Byłam bardzo zdenerwowana i rozkojarzona. Na szczęście koleżanki z zespołu skutecznie próbowały rozluźnić atmosferę. Występ zakończył się sukcesem: kroków nie pomyliłam, nie uciekłam ze strachu z parkietu, za to bezapelacyjnie pokochałam cheerleading.

Kibice znają Cię przede wszystkim z meczów koszykówki. Interesujesz się koszykówką? Czy sport nie miał żadnego wpływu na Twoją decyzję o dołączeniu do zespołu cheerleaders?

W Trójmieście trudno jest nie interesować się koszykówką, w końcu Gdynia to najbardziej znane miasto na „koszykarskiej mapie Polski”. Nie można powiedzieć, że jestem zapaloną fanką tego sportu, ale zmagania „mojej” drużyny zawsze bacznie obserwuję. Pomimo tego, to nie sport wpłynął na moją decyzję o dołączeniu do zespołu cheerleaders, a miłość do tańca.

Co cię pasjonuje w koszykówce?

Uwielbiam dynamizm tego sportu. Oglądając mecz, nie ma możliwości, żebym choć przez chwilę była znudzona. W koszykówce cały czas coś się dzieje. Poza tym, miło jest popatrzeć na wysportowanych mężczyzn, biegających po parkiecie z żądzą zwycięstwa w oczach [śmiech].

Twój ulubiony koszykarz to...

...Kobe Bryant. Jeśli mówimy jednak o polskiej lidze koszykówki to bezkonkurencyjny jest oczywiście Kamil Łączyński [prywatnie chłopak Joanny – dop. red.].
 
do góry

Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!